Obserwatorzy

wtorek, 19 września 2017

Ty i ja



Miłość dotknęła mnie tęczą
spłynęła spienioną falą po włosach szyi
otuliła ramiona
jesteś tak daleko
nie czuję twojego ciała
oddechy nie współgrają nie tańczą
nie pieszczą warg

tak tęsknię
czekam
jeszcze parę dni dzień chwila
nasze oczy zapłoną
zatoną w sobie po brzegi
niespokojne dłonie
zatracą się połączą
dusza wiruję już błądzi rozpada się
na okruszki pachnące rozkoszą
ja chce więcej i więcej

poniedziałek, 18 września 2017

W nurcie rzeki

Zaglądam w toń
jak w kryształowa kulę wiedźmy
dotykam światła
migotliwych cieni i duszy
wspomnienia garną się tłoczą
napływają falami
łapię je to tu to tam przytulam
otulają mnie częstują chętnie
wrażeniami uczuciami ciepłem

pamiętam ten dzień tato
gdy zostawiłeś swój ślad
w tej rzece
kamień jeszcze pulsuje tobą
słyszę głos nie z tego świata czuje zapach
jak to jest
odszedłeś tak dawno
a ja wciąż śledzę
twój cień


niedziela, 17 września 2017

Wrześniowo


Idzie wrzesień łąką lasem

grzybów  pełne kosze niesie

rydze zbieram tuż za sadem

niech się wproszą na śniadanie



przy tarasie kasztan broi

już owoce rzuca lśniące

jarzębina się rumieni

nawłoć tańczy w pełnej krasie



brzoza liśćmi złoci miedze

mgły poranne pieszczą twarze

 astry wrzosy śliwki piękne

babie lato daje w darze



wnet październik już nastanie

i jesieni poda dłonie

natura już oczy zamknie

zima senną ją zastanie


sobota, 16 września 2017

Wrzesień


Uwiódł mnie

fioletowymi wrzosami

słońcem w drżących pajęczynych

iI poranna mgłą

otulającą wyniosłe nawłocie



iIle trzeba  ultnych wrazeń

ile magicznych chwil

bym zechciała

powitać jesień



wczoraj pierwsze liście

płynęły z wiatrem

dziś jarzębiny

rzuciły czar

jutro  październik

stanie w progu

a ja mu podam dłonie

środa, 6 września 2017

Dom rodzinny


Jutro pójdę na cmentarz
odwiedzić bliskich
zaniose wiązanki
zapale znicze
płomyczek w mojej duszy
wciąż drga


tak bardzo mi was brakuje
dom usnął wraz z wami ciężkim snem
czasem jest jak martwy
nie odpłaca sercem za sercem
czeka na wasze kroki i cienie i trwa
pogrążając się w niebycie
czasem składa dłonie
niczym do modlitwy
i łka cicho
gdy mrok zapada
czy jeszcze kiedyś
wstanie odżyje zanuci